Piłka nożna w USA

 Typy na ostatnią kolejke sezonu zasadniczego

 

Schellas Hyndman's trener FC Dallas twierdzi że jego zespół stać na wygraną w Seattle i awans do playoffs. PHOTO (Getty)

Schellas Hyndman's trener FC Dallas twierdzi że jego zespół stać na wygraną w Seattle i awans do playoffs. PHOTO (Getty)

Ta ostatnia niedziela, to będzie jedna z najatrakcyjnieszych kolejek sezonu zasadniczego w 14-stoletniej histori MLS. Każdy mecz ma znaczenie dla układu końcowej tabeli i to kto z kim zmierzy się w pierwszej rundzie playoffów. (more…)

Piłkarski program TV na weekend w USA

October 24, 2009
by SoccerChris

Weekend z piłką dla kibica w kapciach, czyli piłkarski program TV na weekend

soccer-on-tv

Sobota
Anglia, Wolves-Aston Villa 7:30 a.m. ESPN2
Niemcy, Eintracht Frankfurt-Bayern Munich 9:30 a.m. ESPN Deportes
Anglia, Spurs-Stoke City 9:30 a.m. Setanta
Anglia, Birmingham-Sunderland 10 a.m. FSC
U-17 World Cup, Meksyk-Szwajcaria 11 a.m. Galavision

Hiszpania, Mallorca-Atletico Madrid 12.00 ESPN Deportes
Anglia, Derby-QPR 12:30 p.m. Setanta
Anglia,  Chelsea-Blackburn 12:30 p.m. FSC
Hiszpania, Sporting Gijon-Real Madrid 2 p.m. GolTV
Włochy, Inter Milan-Catania 2:30 p.m. FSC
Francja, Rennes-Montpellier 3 p.m. Setanta
Hiszpania, Sevilla-Espanyol 4 p.m. GolTV
Anglia, Burnley-Wigan 5 p.m. FSC
Anglia, Hull City-Portsmouth 5 p.m. Setanta
Meksyk, Santos Laguna-Jaguares 6 p.m. ESPN Deportes
Meksyk, Queretaro-Cruz Azul 6 p.m. Telefutura
MLS, New York-Toronto 7:30 p.m. Direct Kick
Meksyk, Pachuca-Indios 8 p.m. Telefutura
Kolumbia, Millonarios-Medellin 8 p.m. GolTV
MLS, Kansas City-D.C. United 8:30 p.m. Comcast SportsNet Plus/DC, DK
MLS, Real Salt Lake-Colorado 9 p.m. FSC
MLS, Seattle-Dallas 10:30 p.m. Direct Kick
MLS, Los Angeles-San Jose 10:30 p.m. Direct Kick

 

Niedziela
Australia, Sydney-Brisbane 2 a.m. FSC
Rosja, CSKA Moscow-FC Moscow 7 a.m. Setanta
Anglia, Bolton-Everton 9:30 a.m. Setanta
Anglia, Liverpool-Manchester United 10 a.m. FSC
Holandia, NEC-PSV 11:30 a.m. ESPN Deportes
Anglia, Manchester City-Fulham noon Setanta
Anglia, West Ham-Arsenal noon FSC
Hiszpania, Valladolid-Deportivo de Coruna noon GolTV
Brazylia, Internacional-Gremio 2 p.m. GolTV
Hiszpania, Almeria-Valencia 2 p.m. ESPN Deportes
Francja, Lens-Toulouse 2 p.m. Setanta
U-17 World Cup, Kolumbia-Holandia 2 p.m. Galavision
MLS, Chivas USA-Houston 3 p.m. Telefutura
Argentyna, River Plate-Boca Juniors 3 p.m. (live) FSE; 6 p.m. FSC
Włochy, Chievo-AC Milan 3:30 p.m. FSC
Hiszpania, Barcelona-Zaragoza 4 p.m. ESPN2
Francja, Marseille-PSG 4 p.m. Setanta
MLS, Columbus-New England 6 p.m. ESPN2
Meksyk, America-Chivas 6:30 p.m. Univision

 

Poniedziałek
U-17 World Cup, USA-Hiszpania 2 p.m. ESPNU, Galavision
Anglia, Reading-Leicester City 4 p.m. Setanta

Fire zagrają w playoffach

October 23, 2009
by SoccerChris
 

Dasan Robinson i Cuahtemoc Blanco celebrują zwycięskiego gola. PHOTO Getty

Dasan Robinson i Cuahtemoc Blanco celebrują zwycięskiego gola. PHOTO Getty

Chicago Fire – Chivas USA 1-0 (0-0)
Bramka: Eduardo Lillingston ( 67-samobójcza). Widzów 17 500 (more…)

MLS – O playoffy do ostatniego gwizdka

October 18, 2009
by SoccerChris
Ricardo Clark w starciu z Davidem Beckhamem. PHOTO Houston Dynamo

Ricardo Clark w starciu z Davidem Beckhamem. PHOTO Houston Dynamo

W najbardziej polskim meczu kolejki w Waszyngtonie United pokonali Crew 1-0, a zwycięstwo Stołecznych przedłużyło o tydzień ich nadzieje na playoffy. W meczu na szczycie zachodu Dynamo z Galaxy nie zdołali strzelić choć jednego gola. (more…)

MLS – Chivas USA w playoffach – Grant trenerem Red Bulls?

Podopieczni Roberta Warzychy nadal pozostają najlepszą drużyną MLS. (more…)

FC Dallas ciągle z szansami na playoffy

October 8, 2009
by SoccerChris

Jeff Cunningham strzelając zwycięskiego gola, zaliczył 17-ste trafienie w tym sezonie Photo Getty Images

San Jose Earthquakes – FC Dallas 1-2 (0-0)

Bramki SJ: Quincy Amarikwa (73), dla FCD: David Ferreira (49), Jeff Cunningham (81). Widzów 9 000

 

Earthquakes: Joe Cannon – Chris Leitch, Bobby Burling, Brandon McDonald, Michael Zaher (Cornell Glen 87) – Shea Salinas, Ramiro Corrales, Antonio Ribeiro (Quincy Amarikwa 61), Bobby Convey – Ryan Johnson, Chris Wondolowski

FC Dallas: Dario Sala – Heath Pearce, Ugo Ihemelu, George John, Jair Benitez – Marvin Chavez (Eric Avila 65), Daniel Hernandez, Dax McCarty, Dave van den Bergh (Blake Wagner 78) – Jeff Cunningham (Brek Shea 88), David Ferreira

Crew pokonani u siebie – na własne życzenie

October 5, 2009
by SoccerChris


Trener Sigi Schmid i Guillermo Barros Schelotto to dobrzy znajomi, ale w tym sezonie tylko jeden z nich będzie mógł paradować z pucharem MLS Cup

MLS – Crew pokonani u siebie

 

W meczach na szczycie Galaxy łatwo u siebie pokonali Fire, a serie 24-ech meczów bez porażki na własnym boisku piłkarzy Crew przerwali Sounders. Jednak słychać głosy że byli podopieczni Sigiego Schmida punkty oddali w prezencie bardzo ich potrzebującym Sounders. Ostatnie kolejki sezonu zasadniczego zapowiadają się pasjonująco. Przypomijmy że awans do playoffów automatycznie zapewniają sobie dwie najlepsze drużyny z obu konferencji, a pozostałe 4 zespoły awansują na podstawie najlepszego bilansu. Na 3 kolejki do końca pewni udziału w pucharowej fazie rozgrywek mogą być tylko Crew, Galaxy i Dynamo, natomiast o pozostałych 5 miejc nadal z mniejszymi bądź większymi szansami walczy 9 zespołów. Obecny układ sił wskazuje na to że zdecydowaną większość w playoffach będą miały kluby z konferencji zachodniej, ale jak mawiał śp. Kazimierz Górski do póki piłka w grze.

 

San Jose Earthquakes – New York Red Bulls 1-0 (1-0)

Bramka: Ryan Johnson (24-karny). Widzów 10 500

Spotkanie dwóch najsłabszych drużyn w MLS nie mogło być wielkim widowiskiem, ale emocji nie brakowało głównie z powodu nieporadności obu linii środkowych. Pomocnicy tak Quakes jak i Red Bulls mieli spore kłopoty z wymianą choćby trzech składnych podań. Atrakcji i nadzieji Bykom dodały kontuzje w trakcie meczu dwóch środkowych obrońców Earthquakes, jednak nie miało to przełożenia na gole. Jedyny gol meczu padł po wątpliwym rzucie karnym, którego wykorzystał Ryan Johnson.

- O wyniku zdecydowała pomyłka sędziego, w powtórkach wyraźnie widać że nie było faulu – żalił się trener Red Bulls Richie Williams, którego piłkarze jednak nic wielkiego nie pokazali.

 

Colorado Rapids – New England Revolution 1-1 (0-1)

Bramki Rapids: Conor Casey (58-karny), dla NE: Kheli Dube (29). Widzów 16 500

To już czwarty z rzędu remis Rapids i trzeci po karnym Conora Casey. Tym razem w okolice Denver zawitali Revolution, którzy nadal ciułają punkty bowiem mają wręcz wymarzony układ terminarza aby zapewnić sobie gre w playoffach.

 

Columbus Crew – Seattle Sounders 0-1 (0-1)

Bramka: Roger Levesque (36). Widzów 14 500

Sounders lecieli do Ohio z nożem na gardle i każdy inny wynik niż ich wygrana mocno skomplikowałby ich marzenia o playoffach. Jednak trener Sounders Sigi Schmid jeszcze przed rokiem prowadził właśnie Crew, które dziś prowadzi jego ówczesny asystent Robert Warzycha.

Większość graczy Crew to byli podopieczni Sigiego Schmida, więc trudno się dziwić kilku zastanawiającym sytuacjom na boisku ,chociaż strzał Eddie Gavena w słupek mógł się podobać i jakby wykluczał ukryte intencje aktualnych mistrzów USA. Najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu Argentyńczyk Guillermo Barros Schelotto, zatrudniony w Crew za czasów Sigiego Schmida nawet przestrzelił karnego chyba tylko po to żeby byłemu trenerowi-dobroczyńcy nie odbierać szans na playoffy.

- On nie pudłuje z karnego często, więc cieszymy się że właśnie w meczu z nami nie trafił – komentował Sigi Schmid, który po Schelotto sam latał do Argentyny.

- Piłka z jakiegoś powodu nie chciała wpaść do siatki rywali. Zdarzają się takie mecze, ale generalnie zagraliśmy bardzo dobrze – mówił po meczu Robert Warzycha.

W wielu krajach świata po tym meczu powołano by pewnie komisje śledczą, ale w USA tylko wspomniano że Crew skończyli serie 24 meczów bez porażki na własnym stadionie, którą jak na ironie skończył ten sam trener, który zaczął czyli Sigi Schmid. Jednak wygrana Sounders nie wszystkim smakowała.

 

D.C. United – Chivas USA 0-2 (0-1)

Bramki: Milos Kocic (32-samobójcza), Jesus Padilla (53). Widzów 24 000

Koniec marzeń o potędze United przynajmniej w tym sezonie, a także wielce prawdopodobny koniec kariery Waszyngtonie trenera Toma Soehna. Była to już trzecia porażka z rzędu United na własnym boisku, a zaczęło się od strzału Maicona Santosa po którym piłka odbiła się od pleców bramkarza Milosa Kocica i wpadła do siatki. Gola jako samobójczego zapisano młodemu bramkarzowi United. Gdy 8 minut po przerwie prowadzenie Kóz podwyższył Jesus Padilla wiadomo było że statek z napisem playoffy Stołecznym odpłynął. Jakby tego było mało w 65-ej minucie nie nadążający za wydarzeniami na boisku Ben Olsen zobaczył czerwoną kartke i było po meczu.

- Nasze szanse na playoffy są znikome. Znaleźliśmy się w dole i nie możemy się oglądać na inne rezultaty, ale musimy popatrzeć na siebie i samemu znaleźć sposób jak z tego dołu wyjść – powiedział Tom Soehn trener United.

Pasiakom 3 punkty wywiezione z RFK Stadium wprawdzie jeszcze nie zapewniają ale znacznie zwiększają szanse na playoffy.

 

Houston Dynamo – Kansas City Wizards 1-1 (1-0)

Bramki Dynamo: Luis Angel Landin (26), dla Wizards: Zoltan Hercegfalvi (73). Widzów 17 000

Pierwszy gol w MLS Meksykanina Luisa Angela Landina nie zapewnił Pomarańczowym zwycięstwa,

Remis w tym meczu to spora niespodzianka, jednak biorąc pod uwage fakt że Dynamo przez 75 minut grało w dziesiątke po tym jak boisko opuścił po ujrzeniu czerwonej kartki Cam Weaver to trzeba przyznać że podział punktów jest sukcesem miejscowych. Dynamiczni nawet w dziesiątke omal nie wygrali, ale pechowo dla nich swoją pierwszą bramke w MLS strzelił w 73-ej minucie Węgier Zoltan Hercegfalvi.

 

Los Angeles Galaxy – Chicago Fire 1-0 (1-0)

Bramka: Landon Donovan (42). Widzów 22 000

Mecz wiceliderów obu konferencji był festiwalem niewykorzystanych sytuacji, a Strażacy tylko dzięki kilku wyśmienitym interwencjom swojego bramkarza Jona Buscha nie wylecieli z Los Angeles z bagażem kilku goli. Przewaga Galaxy momentami była przygniatająca. Polski sędzia Alex Prus tylko raz pokazał na środek boiska, ale sam Landon Donovan z powodzeniem mógł ustrzelić hat tricka. Skończyło się skromnym 1-0 i obie drużyny już grają o to żeby jak najlepsze składy zachować w zdrowiu na playoffy.

 

Mecz środowy

FC Dallas – New England Revolution 1-0 (0-0)

Bramka: Jeff Cunningham (71). Widzów 51 000

 

Chris Reiko

ChrisReiko@hotmail.com 

Crew lepsi od Galaxy w meczu na szczycie

September 30, 2009
by SoccerChris

 

MLS Galaxy Crew SoccerEddie Lewis w walce o piłke z Eddie Gavenem w meczu na szczycie

W meczu weekendu podopieczni Roberta Warzychy mistrzowie USA Columbus Crew nie pozostawili złudzeń aspirujacym do tytułu Galaxy i pewnie ich pokonując 2-0 rozwiali wątpliwości co do tego kto jest najlepszą obecnie drużyną MLS. Mecz ten też potwierdził że Crew pozostają głównym faworytem do tytułu mistrzowskiego również w tym sezonie.Wygrana w Waszyngtonie Earthquakes z ciągle walczącymi o miejsce w playoffach United, to z pewnością największa niespodzianka kolejki, potwierdzająca nieprzewidywalność piłki nożnej. Remis Red Bulls na wyjeździe z Chivas USA to też nie małe zaskoczenie, natomiast wygrana Revolution z Sounders pokazała że zespół Steva Nicola nie zamierza rezygnować z walki o tytuł.

Nadal 11 drużyn walczy o zajęcie ośmiu miejsc w playoffach, które to wyłonią mistrza USA 2009.

 

D.C. United – San Jose Earthquakes 1-2 (1-0) 

Bramki D.C.: Jaime Moreno (26), dla SJ: Ramon Sanchez (58), Ryan Johnson (73). Widzów 14 500

Walczący o playoffy United doznali sensacyjnej porażki z outsiderami z San Jose i może ich to kosztować bardzo wiele, w tym posade trenera Toma Soehna. Po strzale Jaime Moreno Stołeczni prowadzili 1-0 i najwyrażniej zlekceważyli rywali, ale mieli prawo bowiem Earthquakes od 20-stu spotkań nie wygrali na wyjeździe. Zaskoczeniem było już wyrównanie z rzutu wolnego Ramona Sancheza, ale zupełnym szokiem dla zebranych na RFK Stadium był gol Ryana Johnsona.

- Nie miałem okazji do uśmiechu po meczu przez cały rok, zremisować na wyjeździe jest dobrze, ale wygrać jest wspaniale – cieszył się z pierwszego w sezonie wyjazdowego zwycięstwa trener Earthquakes Frank Yallop.

 

Chicago Fire – Toronto FC 2-2 (1-1)

Bramki Fire: Nick Garcia (14-samobójcza), Brian McBride (78), dla TFC: Dwayne DeRosario (6), Chad Barrett (46). Widzów 17 000

Po błędzie obrony Fire już w szóstej minucie Dwayne De Rosario pokonał Jona Buscha, ale chwile później pogubiła się obrona TFC i Nick Garcia brzuchem strzelił najprawdopodobniej najgłupszą samobójczą bramkę w karierze. Minute po zmianie stron kapitalne podanie De Rosario, Chad Barrett zamienił na gola. Strażacy od tego momentu owszem atakowali, ale dopiero na kwadrans przerd końcem weteran Brian McBride zdołał wyrównać.

- Sami sobie jesteśmy winni. Gdyby nie nasze błędy wyjeżdżalibyśmy stąd z trzema punktami, chociaż trzeba przyznać że po tym jak nas przycisnęli w końcówce mogło być też zero – dywagował najlepszy na boisku Dwayne De Rosario.

 

FC Dallas – Real Salt Lake 3-0 (2-0)

Bramki: Jeff Cunningham 2 (5, 87), David Ferreira (10). Widzów 10 000

Kolejny strzelecki popis Jeffa Cunninghama, który jakby czekał w Dallas na obrońców z Salt Lake City żeby sobie poprawić dorobek strzelecki. Już po 10-ciu minutach gry było 2-0 dla FC Dallas i goście najzwyczajniej już w tym momencie się poddali. Dla odmiany najlepszy mecz sezonu rozegrali miejscowi, którym wychodziło wszystko.

Realni tą porażką praktycznie sami wyeliminowali się z playoffów, a co za tym idzie utrzymanie podady przez Jasona Kreisa jako trenera może okazać się bardzo trudne.

 

Chivas USA – New York Red Bulls 1-1 (0-0)

Bramki Chivas: Sasha Kljestan (64), dla NY: Juan Pablo Angel (84). Widzów 14 500

Kozy dołączyły do drużyn które tracą punkty walcząc o playoffy. Był to typowy ligowy mecz walki, którego ozdobą był piękny gol zdobyty przez Sashe Kljestana z 25-ciu metrów. Gdy wydawało się że Pasiaki spokojnie dowiozą 3 punkty do końca, tylko na moment spuścili z oka Juan Pablo Angela i kolumbijski snajper z bliska głową wyrównał. Jakby dramatu było mało po jednej z akcji rozpaczy Chivas sędzia Alex Prus już w doliczonym czasie za ręke w polu karnym słusznie podyktował jedenastke dla miejscowych. Nie pomogło to jednak podopiecznym Prekiego, ponieważ tym razem Sasha Kljestan spudłował.

 

Walczący już tylko o prestiż i utrzymanie posad na przyszły sezon Red Bulls pokusili się o kolejną niespodzianke. Jak tak dalej pójdzie to może się okazać że trener Richie Williams wcale nie musi być tymczasowym.

- Dobrze by było wreszcie wygrać na wyjeździe, ale nadal to bardzo trudne. Zagraliśmy bardzo dobrze, nie jest łatwo grać z Chivas na wyjeździe – mówił prowadzący Red Bulls Richie Williams. Swój kolejny mecz Red Bulls zagrają w Kaliforni z San Jose Earthquakes. Natomiast ogłoszono już przeciwnika z jakim zmierzą się Byki na rozpoczęcie sezonu 2010. Otóż pierwszym rywalem z jakim zagrają na nowym Red Bull Aren, będą Chicago Fire.

 

Kansas City Wizards – Colorado Rapids 0-0

Widzów 10 000

Cenny punkt dla Rapids, którzy specjalizują się w remisach z zespołami z dołu tabeli. W ostatnich dwóch meczach z Earthquakes i jednym z Wizards, Rapids 3 razy zremisowali i mimo że nadal zajmują miejsce premiowane playoffami to goniący ich rywale nie śpią, a punkty stracone w tych meczach na zakończenie sezonu zasadniczego może okazać się bezcenne.

 

New England Revolution – Seattle Sounders 2-1 (0-1)

Bramki NE: Shalrie Joseph 2 (51-karny, 87), dla Sounders: Freddy Montero (6). Widzów 16 000

Wielki mecz Sharlie Josepha, który okazał się prawdziwym liderem Revolution i na trzy minuty do końca strzelając zwycięską bramkę pokazał fanom że jego zespół nadal liczy się w walce o mistrzostwo USA. Josephowi wcale łatwo nie było bowiem już w szóstej minucie Freddy Montero pięknym strzałem z 35-ciu metrów zdobył prowadzenie dla gości, a kwadrans później boisko opóścił z powodu kontuzji jego partner kluczowy rozgrywający Revolution Steve Ralston.

 

Columbus Crew – Los Angeles Galaxy 2-0 (1-0)

Bramki: Eddie Gaven (33), Steven Lenhart (59). Widzów 21 000

Lider wschodu i aktualny mistrz USA podejmuje wicelidera zachodu to jasne że spotkanie to urasta do miana meczu kolejki, a co śmielsi nazwali ten mecz nawet przedwczesnym finałem MLS Cup. To były tylko buńczuszne zapowiedzi, bowiem na boisku zdecydowanie dominowali podopieczni Roberta Warzychy, a ich wygrana po golu Eddie Gavena nawet przez moment nie podlegała dyskusji. Gwiazdy z pod Hollywoodu w Columbus zostały sprowadzone do roli potulnych szaraczków i ich postawy nie tłumaczy nawet absencja Davida Beckhama, który nie poleciał z zespołem do Ohio ze względu na kontuzje kostki. 21 tysięcy fanów Crew nie zobaczyło wprawdzie spodziewanego Becksa, ale na gre swoich piłkarzy nikt nie mógł narzekać.

- Jestem bardzo zadowolony, bowiem był to jeden z naszych najlepszych meczów w tym sezonie. Szczególnie biorąc pod uwagę to że graliśmy z rywalem bardzo dobrze grającym na wyjazdach – powiedział Robert Warzycha zasłużenie zachwalając swój zespół.

Warto zaznaczyć że Crew tak dobrze zagrali bez swoich dwóch kluczowych zawodników. Z różnych powodów na boisku nie wystąpili Guillermo Barros Schelotto i narzekajacy na kontuzje najlepszy obrońca poprzedniego sezonu Chad Marshall.

 

Mecz środowy

Colorado Rapids – San Jose Earthquakes 1-1 (0-0)

Bramki Rapids: Conor Casey (90+ karny), dla SJ: Chris Wondolowski (67-karny). Widzów 6 500

 

Chris Reiko

ChrisReiko@hotmail.com

Andrzej Juskowiak:Otwarty na wszystko

October 8, 2003
by SoccerChris
Bankier.pl

Juskowiak: Otwarty na wszystko

Sports.pl, 2003-10-08 15:26

Specjalnie dla sports.pl
Chris Reiko z USA

Dzięki Andrzejowi Juskowiakowi polskie tradycje w lidze MLS zostały podtrzymane. O mały włos bieżący sezon byłby pierwszym w MLS bez piłkarza z nad Wisły. Jednak dwumiesięczny kontrakt Juskowiaka z MetroStars sprawił, że w każdym z ośmiu sezonów w historii ligi MLS grał Polak. Z bohaterem Igrzysk w Barcelonie i byłą gwiazdą Bundesligi, a obecnie napastnikiem MetroStars rozmawiamy po ostatnim wygranym 2-0 meczu Metro z Earthquakes w Kalifornijskim San Jose. Witamy w Stanach i lidze MLS. Powiedz nam, jak to się stało, że wylądowałeś właśnie w drużynie nowojorskiej MetroStars?
- Trzy miesiące czekałem na ciekawe oferty, ale nie znalazłem żadnego klubu. Nagle z dnia na dzień przyszła propozycja ze Stanów i miałem właściwie tylko dwa dni na podjęcie decyzji. Zdecydowałem się na MLS, bo nie chciałem dłużej czekać. Pewnie później znalazłbym coś w Bundeslidze, ale to był jeszcze początek sezonu i nikt tam nie chciał robić nerwowych ruchów. W decyzji również pomogła mi chęć przeżycia przygody. USA to zupełnie inny kraj niż te, w których dotychczas mieszkałem. Nie mówię już o tym, jak tu się gra w piłkę i jaka jest otoczka wokół piłki. Zupełnie nie do porównania do tej w Europie. To nowe ciekawe doświadczenie
Ktoś ci pomógł dostać się do MLS? Może to nie Premiership czy Bundesliga ale kandydatów do gry w USA jest nie mało. Jak trener Bob Bradley cię wypatrzył?
- Od mojego menedżera wiem, że jeszcze jak Bob Bradley był trenerem Chicago Fire, to już wtedy się mną interesował. Ale ja wtedy grałem w Bundeslidze i nie byłem zainteresowany. Teraz jednak tak się złożyło, że gram w MLS. O moim przylocie do Metro zadecydowało już to wcześniejsze zainteresowanie ze strony trenera Bradleya.
Z kimś się konsultowałeś przed wyjazdem do Stanów?
- W Poznaniu spotkaliśmy się z Jurkiem Podbrożnym. Opowiedział mi jak to wszystko tu wygląda. Tak więc dzięki niemu byłem dość dobrze przygotowany do wyjazdu.
Jak po pierwszych kilku meczach ocenisz poziom ligi MLS?
- Poziom nie jest zły. Wydaje mi się, że trochę za szybko się tutaj gra i tak samo na treningach bardzo szybko operuje się piłką. Stąd na meczach jest tyle strat piłki i niedokładnych podań w środku pola. W Europie tego się nie robi. Gra się po prostu rozważniej. A tu, w MLS, kładzie się bardzo duży nacisk na szybkość. Nie wiem, czy to jest dobre. Trudno przecież znaleźć jedenastu zawodników, którzy będą w stanie grać z pierwszej piłki.

Jeszcze nie tak dawno grałeś w reprezentacji Engela. Na MŚ jednak nie poleciałeś…?
- Złapałem kontuzje w Wolfsburgu i prawie sześć miesięcy byłem odcięty od gry i treningów. To kosztowało mnie bardzo dużo. Wypadłem z reprezentacji i później już nie wróciłem do formy. Dlatego zabrakło mnie na mistrzostwach świata, chociaż do Korei polecieli i tacy, co nawet jednego meczu w eliminacjach nie zagrali. Ale to już jest inny problem. Zupełnie nie zaskoczyła mnie słaba postawa biało-czerwonych na Mundialu. Reprezentacja już pół roku przed MŚ nie prezentowała wcześniejszego poziomu.
W twoim ostatnim klubie Energie Cottbus było aż trzech Polaków. Oprócz ciebie Kobylański i Kałużny. Mieliście tam małą Polską kolonię. W MetroStars będziesz sam. Czy nie obawiasz się, że tym razem aklimatyzacja potrwa dłużej?
- Nie ma obaw. W Sportingu Lizbona też byłem przez trzy lata jedynym Polakiem. Z komunikowaniem się mam problemów, bo w trakcie trwania kariery kilku języków zdążyłem się nauczyć. Do tego piłkarze MetroStars są fajni i łatwo się z nimi porozumieć. Nie są to jacyś wielcy gwiazdorzy piłki i przez to w drużynie panują normalne stosunki. Jak na razie jest nieźle. Zakwalifikowaliśmy się po raz pierwszy w historii klubu do finału Pucharu USA.
Robert Warzycha dopiero w ostatnim roku kariery zdobył piłkarski Puchar USA. Ty szansę masz już na początku występów w Stanach.
- Polscy piłkarze mają dobrą markę w Stanach. Piotrek Nowak też w pierwszym roku zdobył mistrzostwo i puchar. My tą szansę jeszcze mamy, chociaż tu w Metro jest bardzo młody zespół i zdarzają się często bardzo duże wahania formy. Momentami ta sama drużyna gra jak amatorzy.
W Nowym Jorku i New Jersey zostałeś gorąco przyjęty przez Polonię.
- Było miło i sympatycznie. Ja ostatnio gram co trzy dni, ale moja żona robi zakupy w polskich sklepach, więc wie więcej na ten temat. Córka chodzi do polsko-amerykańskiego przedszkola, także kontakt z Polonią mamy cały czas. Nigdzie nie mieliśmy problemów, ale tutaj przyjęcie nas ujęło.
Podobno po przylocie zaskoczyłeś wszystkich znajomością angielskiego?
- Muszę powiedzieć, że angielskiego się prawie nie uczyłem. Tyle co przez rok, gdy grałem w Grecji. Tam w żadnym innym języku nie mogłem się dogadać. Jak widać coś mi po tej Grecji zostało. Zresztą, przy znajomości kilku języków jest łatwiej się porozumieć, bo wiele słów jest podobnych. W życiu trzeba być otwartym na wszystko.
Jak układają ci się stosunki z trenerem Bobem Bradleyem?
- Jak na razie bardzo dobrze. Rozmawiamy dosyć często. Mówię mu o swoich spostrzeżeniach co do gry naszego zespołu. Amerykanie w piłce nie mają takiej tradycji, jak chociażby Polacy. Długo grałem w Europie to mamy o czym rozmawiać. Bradley to bardzo dobry trener. Potrafi umotywować młodych zawodników. Bob jest bardzo kontaktowym człowiekiem i wykonuje tu bardzo dobrą robotę co zresztą widać po wynikach. Jak dotąd ze współpracy z nim jestem bardzo zadowolony.

Bramki jednak jeszcze nie strzeliłeś, a przecież tego wymaga się od napastników.
- Gramy futbol bardzo defensywny, z czterema obrońcami i dwoma defensywnymi pomocnikami. Nie ma dośrodkowań ze skrzydeł, boczni obrońcy boją się pójść do przodu. Dlatego ciężko jest grać napastnikowi. Większość bramek strzelają pomocnicy. Napastnik w tym systemie musi piłkę przytrzymać, rozegrać. Rozmawiałem ostatnio z trenerem o tym, że za mało gramy bokami. Ostatnio nawet trenowaliśmy wrzutki, ale żeby to dograć potrzeba czasu.
W ostatnim meczu w San Jose nie zagrałeś. Z jakiego powodu?
- Mieliśmy taką umowę z trenerem: jak nie będzie potrzeba to nie będę grał. Ostatnio miałem skręconą kostkę. Byłem przeziębiony i jeszcze dzień przed meczem brałem tabletki.
Bradley już wcześniej z Polakami odnosił sukcesy. Czy nie wspomina tamtych czasów?
- Wspominaliśmy Piotrka Nowaka czy Jurka Podbrożnego. Półżartem mówiłem trenerowi, żeby ściągnął jeszcze jakiegoś Polaka i znów będzie miał pasmo sukcesów.

Rozmawiał Chris Reiko

http://www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=891610