Juskowiak: Otwarty na wszystko
Sports.pl, 2003-10-08 15:26
Specjalnie dla sports.pl
Chris Reiko z USA
Dzięki Andrzejowi Juskowiakowi polskie tradycje w lidze MLS zostały podtrzymane. O mały włos bieżący sezon byłby pierwszym w MLS bez piłkarza z nad Wisły. Jednak dwumiesięczny kontrakt Juskowiaka z MetroStars sprawił, że w każdym z ośmiu sezonów w historii ligi MLS grał Polak. Z bohaterem Igrzysk w Barcelonie i byłą gwiazdą Bundesligi, a obecnie napastnikiem MetroStars rozmawiamy po ostatnim wygranym 2-0 meczu Metro z Earthquakes w Kalifornijskim San Jose. Witamy w Stanach i lidze MLS. Powiedz nam, jak to się stało, że wylądowałeś właśnie w drużynie nowojorskiej MetroStars?
- Trzy miesiące czekałem na ciekawe oferty, ale nie znalazłem żadnego klubu. Nagle z dnia na dzień przyszła propozycja ze Stanów i miałem właściwie tylko dwa dni na podjęcie decyzji. Zdecydowałem się na MLS, bo nie chciałem dłużej czekać. Pewnie później znalazłbym coś w Bundeslidze, ale to był jeszcze początek sezonu i nikt tam nie chciał robić nerwowych ruchów. W decyzji również pomogła mi chęć przeżycia przygody. USA to zupełnie inny kraj niż te, w których dotychczas mieszkałem. Nie mówię już o tym, jak tu się gra w piłkę i jaka jest otoczka wokół piłki. Zupełnie nie do porównania do tej w Europie. To nowe ciekawe doświadczenie
Ktoś ci pomógł dostać się do MLS? Może to nie Premiership czy Bundesliga ale kandydatów do gry w USA jest nie mało. Jak trener Bob Bradley cię wypatrzył?
- Od mojego menedżera wiem, że jeszcze jak Bob Bradley był trenerem Chicago Fire, to już wtedy się mną interesował. Ale ja wtedy grałem w Bundeslidze i nie byłem zainteresowany. Teraz jednak tak się złożyło, że gram w MLS. O moim przylocie do Metro zadecydowało już to wcześniejsze zainteresowanie ze strony trenera Bradleya.
Z kimś się konsultowałeś przed wyjazdem do Stanów?
- W Poznaniu spotkaliśmy się z Jurkiem Podbrożnym. Opowiedział mi jak to wszystko tu wygląda. Tak więc dzięki niemu byłem dość dobrze przygotowany do wyjazdu.
Jak po pierwszych kilku meczach ocenisz poziom ligi MLS?
- Poziom nie jest zły. Wydaje mi się, że trochę za szybko się tutaj gra i tak samo na treningach bardzo szybko operuje się piłką. Stąd na meczach jest tyle strat piłki i niedokładnych podań w środku pola. W Europie tego się nie robi. Gra się po prostu rozważniej. A tu, w MLS, kładzie się bardzo duży nacisk na szybkość. Nie wiem, czy to jest dobre. Trudno przecież znaleźć jedenastu zawodników, którzy będą w stanie grać z pierwszej piłki.

Jeszcze nie tak dawno grałeś w reprezentacji Engela. Na MŚ jednak nie poleciałeś…?
- Złapałem kontuzje w Wolfsburgu i prawie sześć miesięcy byłem odcięty od gry i treningów. To kosztowało mnie bardzo dużo. Wypadłem z reprezentacji i później już nie wróciłem do formy. Dlatego zabrakło mnie na mistrzostwach świata, chociaż do Korei polecieli i tacy, co nawet jednego meczu w eliminacjach nie zagrali. Ale to już jest inny problem. Zupełnie nie zaskoczyła mnie słaba postawa biało-czerwonych na Mundialu. Reprezentacja już pół roku przed MŚ nie prezentowała wcześniejszego poziomu.
W twoim ostatnim klubie Energie Cottbus było aż trzech Polaków. Oprócz ciebie Kobylański i Kałużny. Mieliście tam małą Polską kolonię. W MetroStars będziesz sam. Czy nie obawiasz się, że tym razem aklimatyzacja potrwa dłużej?
- Nie ma obaw. W Sportingu Lizbona też byłem przez trzy lata jedynym Polakiem. Z komunikowaniem się mam problemów, bo w trakcie trwania kariery kilku języków zdążyłem się nauczyć. Do tego piłkarze MetroStars są fajni i łatwo się z nimi porozumieć. Nie są to jacyś wielcy gwiazdorzy piłki i przez to w drużynie panują normalne stosunki. Jak na razie jest nieźle. Zakwalifikowaliśmy się po raz pierwszy w historii klubu do finału Pucharu USA.
Robert Warzycha dopiero w ostatnim roku kariery zdobył piłkarski Puchar USA. Ty szansę masz już na początku występów w Stanach.
- Polscy piłkarze mają dobrą markę w Stanach. Piotrek Nowak też w pierwszym roku zdobył mistrzostwo i puchar. My tą szansę jeszcze mamy, chociaż tu w Metro jest bardzo młody zespół i zdarzają się często bardzo duże wahania formy. Momentami ta sama drużyna gra jak amatorzy.
W Nowym Jorku i New Jersey zostałeś gorąco przyjęty przez Polonię.
- Było miło i sympatycznie. Ja ostatnio gram co trzy dni, ale moja żona robi zakupy w polskich sklepach, więc wie więcej na ten temat. Córka chodzi do polsko-amerykańskiego przedszkola, także kontakt z Polonią mamy cały czas. Nigdzie nie mieliśmy problemów, ale tutaj przyjęcie nas ujęło.
Podobno po przylocie zaskoczyłeś wszystkich znajomością angielskiego?
- Muszę powiedzieć, że angielskiego się prawie nie uczyłem. Tyle co przez rok, gdy grałem w Grecji. Tam w żadnym innym języku nie mogłem się dogadać. Jak widać coś mi po tej Grecji zostało. Zresztą, przy znajomości kilku języków jest łatwiej się porozumieć, bo wiele słów jest podobnych. W życiu trzeba być otwartym na wszystko.
Jak układają ci się stosunki z trenerem Bobem Bradleyem?
- Jak na razie bardzo dobrze. Rozmawiamy dosyć często. Mówię mu o swoich spostrzeżeniach co do gry naszego zespołu. Amerykanie w piłce nie mają takiej tradycji, jak chociażby Polacy. Długo grałem w Europie to mamy o czym rozmawiać. Bradley to bardzo dobry trener. Potrafi umotywować młodych zawodników. Bob jest bardzo kontaktowym człowiekiem i wykonuje tu bardzo dobrą robotę co zresztą widać po wynikach. Jak dotąd ze współpracy z nim jestem bardzo zadowolony.
Bramki jednak jeszcze nie strzeliłeś, a przecież tego wymaga się od napastników.
- Gramy futbol bardzo defensywny, z czterema obrońcami i dwoma defensywnymi pomocnikami. Nie ma dośrodkowań ze skrzydeł, boczni obrońcy boją się pójść do przodu. Dlatego ciężko jest grać napastnikowi. Większość bramek strzelają pomocnicy. Napastnik w tym systemie musi piłkę przytrzymać, rozegrać. Rozmawiałem ostatnio z trenerem o tym, że za mało gramy bokami. Ostatnio nawet trenowaliśmy wrzutki, ale żeby to dograć potrzeba czasu.
W ostatnim meczu w San Jose nie zagrałeś. Z jakiego powodu?
- Mieliśmy taką umowę z trenerem: jak nie będzie potrzeba to nie będę grał. Ostatnio miałem skręconą kostkę. Byłem przeziębiony i jeszcze dzień przed meczem brałem tabletki.
Bradley już wcześniej z Polakami odnosił sukcesy. Czy nie wspomina tamtych czasów?
- Wspominaliśmy Piotrka Nowaka czy Jurka Podbrożnego. Półżartem mówiłem trenerowi, żeby ściągnął jeszcze jakiegoś Polaka i znów będzie miał pasmo sukcesów.
Rozmawiał Chris Reiko
http://www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=891610